Stanislaw Stanulewicz

„Niemcy bili mocno, ale nie tak jak „nasi””. 1 lipca mija 76. rocznica śmierci Stanisława Stanulewicza ps. „Skoczek”, żołnierza Polskiego Podziemia Niepodległościowego.
Są życiorysy, które mogłyby posłużyć za scenariusz do poruszającego filmu historycznego, a jednak napisało je samo życie – pełne cierpienia, dramatycznych wyborów i bezkompromisowej miłości do Ojczyzny. Jednym z takich niezłomnych bohaterów był Stanisław Stanulewicz ps. „Skoczek”, żołnierz Armii Krajowej oraz powojennego zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, który za wierność ideałom i wolnej Polsce zapłacił najwyższą cenę.
Stanisław Stanulewicz urodził się 21 lipca 1918 roku. Od początku II wojny światowej los go nie oszczędzał – pochwycony przez hitlerowskiego okupanta, został zesłany na roboty przymusowe do Niemiec. Po 2 tygodniach uciekł i pieszo powrócił do rodzinnego domu. Czynnie działał w Armii Krajowej oraz WiN.
Koniec wojny w 1945 roku nie przyniósł mu jednak upragnionej wolności. Gdy niemiecką okupację zastąpił terror komunistyczny, Stanulewicz doskonale wiedział, że walka z okupantem jeszcze się nie zakończyła. Ogłoszona w 1947 roku amnestia była w jego oczach pułapką. Słusznie nie ufając zapewnieniom nowej władzy, nie ujawnił swojej działalności w AK.
Swoje przywiązanie do suwerennej Polski oraz głęboki wstręt do komunizmu manifestował otwarcie, nawet w kręgu rodzinnym. Do jednego z krewnych, który który pochwalił się partyjną legitymacją, powiedział wprost:
„Gdybyś nie był moim kuzynem i w moim domu jako gość, kazałbym ci ją zjeść”.
Nie były to puste słowa. W swoim gospodarstwie we wsi Chmielówka Stara Stanulewicz regularnie dawał schronienie ukrywającym się w lasach partyzantom, ryzykując życie własne oraz najbliższych – żony i czterech córek.
W katowniach Urzędu Bezpieczeństwa
Dla komunistycznego aparatu represji Stanisław stał się jawnym wrogiem. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego regularnie nachodzili jego dom, zabierając go na brutalne przesłuchania do placówki w Suwałkach. Każdy powrót z „urzędu” był naznaczony potwornym śladem tortur.
Po jednym z takich przesłuchań „Skoczek” przez dwa tygodnie nie był w stanie podnieść się z łóżka – jego plecy były całkowicie czarne od sińców, bezustannie pluł krwią. Komunistyczni oprawcy, chcąc wydusić z niego zeznania dotyczące struktur AK i WiN, stosowali najgorsze metody, w tym wbijanie szpilek i drzazg pod paznokcie.
Po kolejnym bestialskim przesłuchaniu w lutym 1950 roku, Stanulewicz stanął przed tragicznym wyborem: albo podpisze współpracę i zostanie donosicielem, albo ubecy wykończą go w katowni. To wtedy wypowiedział do żony przerażające, ale jakże prawdziwe słowa:
„Niemcy bili mocno, ale nie tak jak „nasi”… Zdrowie całkowicie mi zabiorą i zostanę inwalidą lub zgniję w więzieniu”.
Mistyfikacja dla ratunku rodziny
Nie chcąc zdradzić ideałów ani umrzeć w celi, Stanisław podjął dramatyczną decyzję o porzuceniu ukochanej rodziny i dołączeniu do oddziału partyzanckiego Piotra Burdyna i Jana Sadowskiego. Aby jednak chronić najważniejsze dla niego osoby przed natychmiastową i brutalną reakcją UB, wspólnie z partyzantami zaplanowali misterną mistyfikację.
12 lutego 1950 roku, podczas wiejskiego zebrania, oddział Burdyna zaaranżował porwanie Stanulewicza. Miało to być konsekwencją podjętej przez niego współpracy z UB. Miało to uchronić rodzinę przed dalszymi represjami. Ślady porywaczy celowo poprowadzono na okoliczne bagna, gdzie ubecy odnaleźli porzucony, zakrwawiony kożuch „Skoczka”.
Mimo tak skrupulatnego planu, komunistyczny aparat i tak uderzył w niewinnych. Dom Stanulewicza był nieustannie nękany rewizjami i zastraszaniem, a sołtys wsi, oskarżony o niezawiadomienie o pobycie „bandytów”, został skazany na 1,5 roku bezwzględnego więzienia.
Ostatnia walka i bezimienna mogiła
Stanisław Stanulewicz wyszedł z założenia, że woli zginąć z bronią w ręku w walce z komunistyczną zarazą niszczącą Polskę, niż skonać w katowni UB.
30 czerwca 1950 roku w lasach nieopodal miejscowości Płociczno (gmina Bakałarzewo) Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego wraz z UB zorganizował obławę na oddział Budryna i Sadowskiego. Doszło do krwawej potyczki, w trakcie której poległo około dziesięciu partyzantów, a kilku innych zostało rannych. Stanulewicz został ciężko ranny i przetransportowany do szpitala w Suwałkach, gdzie następnego dnia, 1 lipca zmarł bez odzyskania przytomności.
Ciało Stanisława zostało zabrane ze szpitala i przewiezione pod urząd, gdzie dokonywano identyfikacji zwłok. Następnie wywieziono je i zakopano w nieznanym po dziś dzień miejscu.
Rodzina przez lata żyła w niepewności, mając nadzieję na powrót ukochanego męża i taty. Komunistyczne państwo nigdy nie wydało oficjalnego aktu zgonu, nie przekazało żadnej informacji o jego losie ani nie wskazało miejsca, w którym do dziś spoczywają zwłoki bohatera.
Dziś, po latach narzuconego milczenia, naszym obowiązkiem jest przywracanie pamięci o bohaterach, takich jak Stanisław Stanulewicz ps. „Skoczek” – człowiek, który wybrał honor i wolność ponad własne życie. Cześć Jego Pamięci!



